WomanMagazine.pl

Największy sukces? Być mamą, żoną i... sportowcem! – rozmowa z Kamilą Krzak

„Bycie mamą to wyzwanie. Bycie pracującą mamą – jeszcze większe. A bycie pracującą mamą sportowcem to ciągły wyścig z czasem”. Zapraszamy do inspirującej rozmowy z Kamilą Krzak, Mistrzynią karate, która zdradza swój przepis na szczęśliwe życie zawodowe i prywatne!

Standard Post with Image

Dziś mamy przyjemność rozmawiać z Panią Kamilą Krzak, wicemistrzynią Europy, czterokrotną Mistrzynią Polski w karate kyokushin, IV zawodniczką Międzynarodowego Turnieju Przyjaźni rozgrywanego w ramach Mistrzostw Świata Kobiet w Tokio, zdobywczynią srebrnego medalu Pucharu Europy, prywatnie szczęśliwą mamą czteroletniego Igora…

 

Woman Magazine: Jak rozpoczęła się Pani kariera sportowa? Dlaczego właśnie karate kyokushin, skoro wokół tyle – wydawałoby się – bardziej „kobiecych” dyscyplin sportowych?

Kamila Krzak: Wbrew stereotypowej opinii o zawodnikach sportów walki moja przygoda z karate nie rozpoczęła się od fascynacji filmami z Bruec’em Lee. Choć pewnie dlatego, że byłam na nie jeszcze za mała. Na treningi karate rodzice zapisali mnie, gdy miałam 8 lat. Chyba nikt nie spodziewał się wtedy, że dziecięcy kaprys przerodzi się w życiową pasję i sposób na życie. Jeśli chodzi o „kobiecość” – rzeczywiście, gdy zaczynałam, na zajęcia chodzili głównie chłopcy. Dziś ten trend się mocno zmienia – trenuje u nas coraz więcej dziewczyn, a w mediach pojawiają się kobiece walki, które urastają już do miana wydarzeń wieczoru podczas prestiżowych gal. Nie jest też tak, że trenując sztuki walki, chodzimy z rozbitymi nosami, podbitymi oczami, czy siniakami na rękach i nogach. :) Karate to przede wszystkim nauka dyscypliny, samokontroli i szacunku do ludzi. Jest czymś więcej niż sportem – jest sztuką walki.

WM: Jak karate wpłynęło na Pani życie?

KK: Na karate przyszłam jako nieśmiała, mała dziewczynka. Na dodatek z wadami postawy. Nie byłam sportowym talentem i z pewnością brakowało mi przebojowości. Każdy kolejny egzamin na wyższy stopień, każde wyjście na matę podczas zawodów sprawiały, że trzeba było pokonać towarzyszący temu stres i zmierzyć się nie tyle z przeciwnikiem, ile z własnymi słabościami. Od 20 lat startuję w zawodach sportowych. Czy dziś wychodzę bez stresu? Absolutnie nie, ale na pewno z większą pewnością siebie. Jestem przekonana, że karate wpłynęło na wiele moich życiowych decyzji. Począwszy od wyboru kierunku studiów, przez drogę zawodową, aż po życie rodzinne.

WM: Całe Pani życie przepełnia duch karate, a jednak znalazła Pani czas na polonistykę, by realizować się w marketingu i organizacji eventów...

KK: Studia polonistyczne dały mi „zestaw narzędzi”, który pozwolił na realizację marzenia o  mediach. Już w trakcie studiów rozpoczęłam pracę w telewizji TVS – poznałam zaplecze tego, co ostatecznie ogląda widz na szklanym ekranie. Wspaniała przygoda i nauka.

Dzisiaj nadal bawię się marketingiem. Wymyślając, kreując i tworząc nowe kampanie, organizując eventy, czuję się jak dziecko. I chyba o to w tym chodzi. By praca sprawiała przyjemność i dostarczała wciąż nowych bodźców do rozwoju.

WM: Następnie przyszedł czas na macierzyństwo! Jak udało się Pani pogodzić sport z byciem mamą? Kiedy wróciła Pani na matę?

KK: Bycie mamą to wyzwanie. Bycie pracującą mamą – jeszcze większe. A bycie pracującą mamą sportowcem to ciągły wyścig z czasem. Do sportu wróciłam, gdy Igor miał rok. Głównie za namową mojego trenera, Shihan Eugeniusza Dadzibuga. Postanowiłam jednak, że jeśli nie wywalczę miejsca w finałowej „czwórce” zawodów, będzie to znak, że trzeba skończyć. Poprzeczka poszła wysoko – Mistrzostwa Europy. Wróciłam ze srebrnym medalem. To dodało mi skrzydeł i sprawiło, że nadal startuję i staram się bronić zdobytych tytułów, choć nie ukrywam, że czuję już na plecach „oddech młodości”.

WM: Wspólnie z mężem prowadzi Pani treningi karate w ramach własnej szkoły Centrum Zdrowego Aktywnego Dziecka i Rodzica – ALE CZAD! Jak funkcjonuje centrum? Jak dzięki niemu Pani się realizuje?

KK: CZAD (skrót od Centrum Zdrowego Aktywnego Dziecka) to trochę „rodzinny biznes”. Jest też naszym drugim dzieckiem, które urodziło się 4 lata temu. Chcieliśmy zbudować „COŚ”, co nie zamknie się w definicji klubu karate. Będzie miejscem, gdzie wspólne sportowe pasje będą realizować rodzice i dzieci. Gdzie będą się wzajemnie zarażać i motywować do aktywności i zdrowego stylu życia. Prosto nie było, gdyż w Katowicach, gdzie prowadzimy zajęcia, klubów sportowych jest wiele. Tym bardziej cieszymy się, że nam się udało! Prowadzimy zajęcia dla dzieci od 3 roku życia w ramach autorskiego projektu Akademii Małego Samuraja. Z młodzieżą szkolną zdobywamy pierwsze medale podczas ogólnopolskich zawodów, a ich rodzice, którzy trenują w ramach grupy FightCross,  podeszli w grudniu zeszłego roku do swojego pierwszego egzaminu z karate. W okolicach października/listopada planujemy organizację dużego turnieju karate dla dzieci.  

WM: Bycie mamą, prowadzenie treningów karate a do tego realizowanie swoich pasji – to dla współczesnej kobiety spore wyzwanie. Jaki jest Pani sposób na łączenie tych trzech elementów?

KK: Przede wszystkim trzeba kochać to, co się robi. Trzeba czerpać z tego radość i przekazywać ją dalej. Mój mąż jest aktualnym Mistrzem Świata w formule walki full contact karate w kat. +35 lat. Rozumie, co czuje się, gdy staje się na najwyższym stopniu podium i zawsze mnie wspiera w moich „szaleństwach”. Mój syn Igor wczoraj zdał swój drugi egzamin w karate. Cieszy się, gdy mama wraca do domu z medalem i zawsze opowiada o tym wszystkim w przedszkolu. :) Dzielimy pasje, wspieramy się, a każdą wolną chwilę spędzamy razem. Rodzinnie.

WM: Jaki jest Pani największy sukces?

KK: Realizacja. Być matką, żoną i… sportowcem ;)

WM: Czytelniczki Woman Magazine z pewnością będą zaciekawione, jaki jest Pani przepis na szczęśliwe życie. Co mogłyby usłyszeć od kobiety licznych sukcesów (zawodowych i prywatnych)? ;)

KK: Nie poddawać się. Robić to, co w życiu się kocha z ludźmi, którym na Tobie zależy!

WM: I to jest właśnie najważniejsze! Serdecznie dziękujemy za niezwykle interesującą i inspirującą rozmowę. :)

 

Podobne artykuły

CZY WARTO BYĆ MIŁYM?

Jak często tłumisz swoje prawdziwe emocje, bo nie chcesz kogoś urazić, albo pomagasz, jak tylko możesz, bo czujesz, że powinnaś? Czy jest to konstruktywne i uzasadnione, jeśli Ty na tym tracisz? Zobacz, jak poradzić sobie z problemem bycia nadmiernie miłą!

Czytaj więcej

CZY TRUDNO BYĆ MAMĄ W XXI WIEKU?

Kiedyś wystarczyło, by dziecko było najedzone i czyste – oto perfekcyjna mama! Współczesne Polki są pod ciągłą presją idealnego wychowywania dziecka. A przecież nasze matki były dużo bardziej „wyluzowane” w tych sprawach i z reguły swobodniej postępowały z nami. XXI wiek coraz częściej rzuca wyzwania, tworząc obraz perfekcyjnej mamy. Czy potrzebnie?

Czytaj więcej