WomanMagazine.pl

STAN BORYS: Ekskluzywny wywiad z legendarnym twórcą „Jaskółki uwięzionej”

Czy można świetnie wyglądać w wieku 75 lat? Można. Stan Borys jest tego żywym przykładem! Po latach spędzonych w Stanach Zjednoczonych Artysta zdradza nam sekrety wysportowanej sylwetki i formy, której każdy mógłby mu pozazdrościć. Zapraszamy do ekskluzywnego wywiadu z legendarnym twórcą „Jaskółki uwięzionej”.

Standard Post with Image

Ma pan 75 lat i jest pan wciąż wyjątkowo aktywny artystycznie. Wiek pana nie ogranicza. Jak reagują ludzie, gdy słyszą, że Stan Borys jest po siedemdziesiątce?

Niektórzy są zazdrośni, ale nie… w Ameryce jest inna reakcja niż tutaj. W Polsce niektórzy się spodziewają i wiedzą, co się ze mną dzieje, tam (w Ameryce) niektórzy ludzie szybciej się starzeją. W związku z tym mówią… no kidding. Chyba pan żartuje. Niektórzy faktycznie chcą sprawdzić, jak to możliwe, że mam tyle lat. Jeżeli weźmie się datę mojego urodzenia – 1941 rok, wrzesień, to cała sprawa się wyjaśnia. Uważam, że szczęśliwi ludzie są z września. Czy widziała pani ostatnio modne koszulki w internecie? Federer, Stallone, DiCaprio takie mają: Jesteś wspaniały, pewnie urodziłeś się we wrześniu. (śmiech)

I skromny… (śmiech)

To jest takie utwierdzenie siebie, w tej swojej skromności.

Przejdźmy teraz do tego, jak to się robi. Jest pan zaprzeczeniem tego, że muzycy, artyści, wolne dusze są zniszczeni alkoholem i różnymi używkami. Jak patrzę na ciało, tutaj mamy krótki rękawek… no, młody facet! Jak pan to robi? Czy zawsze zdrowie było na pierwszym miejscu? Jak to jest w pana przypadku?

Zważywszy na to, że urodziłem się i mieszkałem długi czas na wsi, to miałem zwolnione obroty… Za późno dochodziłem do pewnych spraw. Byłem już za dorosły, by pić z kolegami. Ten okres wywoływał we mnie jakąś taką naukę, że nie dorastałem do tego, co wszyscy „normalni”. Źle się czułem z alkoholem. A ponieważ źle się czułem przez kilka dni, to nauczyłem się, że tego nie trzeba robić. I choć później znowu trzeba było dorównać kolegom w tym, co robią, to w dalszym ciągu mi się to nie udawało. Nigdy sobie nie wyobrażałem, że mógłbym wypić alkohol i wyjść na scenę. Był taki czas w moim życiu, kiedy wjechałem na motocyklu do klubu pod scenę i wszyscy pytali się, ile mam lat. Ja na to odpowiedziałem: to nie takie proste, musicie liczyć. To było w klubie, gdzie wszyscy jeszcze wtedy palili… A że był to dzień moich urodzin, to zrobiłem 50 pompek na swoje pięćdziesięciolecie. (śmiech)

Panie Stanie, jak obecnie wygląda taki normalny dzień, kiedy nie jest pan w trasie? To się w pewien sposób zmienia, a przecież cały czas pan koncertuje. Co pan robi, że utrzymuje się w tak świetnej formie fizycznej? Myślę, że naszych czytelników może to zainteresować.

To recepta trudna do opisania. Codzienność bywa skomplikowana, a jednak sami musimy dojść ze sobą do ładu. Gdy zwlekę się z łóżka, to od razu kładę się na dywanie z przyjaciółką Julką, która towarzyszy mi, jak się pani domyśla, w życiu duchowym, spacerowym i terapeutycznym. To piesek shih tzu. Nauczyłem ją słów: joga, joga. Razem robimy rozciąganie, co jest dla mnie bardzo ważne, bo nie zawsze z rana można wykonywać jakieś trudne asany. Przed każdą czynnością najważniejsze jest rozciąganie. Dwa, trzy razy w tygodniu gram w tenisa. Jak pani wie, biorę udział w wielu turniejach tenisowych artystów. W różnych miejscach i różnych stronach świata. To piękna sprawa, że możemy spotykać się i robić coś dla ciała... Moi koledzy się śmieją, że inni w tej chwili to już obalili trzecie piwo gdzieś na Rynku w Krakowie, a my gramy trzeciego seta! Turnieje są bardzo pożyteczne, bo na zakończenie każdy z artystów oddaje jakąś część swojego dorobku artystycznego, a zebrane pieniądze przekazywane są na aukcje. W ten sposób pomagamy domom dziecka. To dla mnie naprawdę bardzo ważne, że moje wykonawstwo może się komuś przydać. Że dzięki temu ktoś zje obiad lub dostanie potrzebne lekarstwa. Oprócz tego staram się dostarczać organizmowi właściwych protein. Nie traktuję mojego żołądka jak śmietnika, do którego wrzuca się wszystko, co popadnie. Stosuję różnego rodzaju suplementy, które pomagają, żeby te „zawiasy” nie piszczały i jak do tej pory nie piszczą… (śmiech)

Wstaje pan rano i jak wygląda pana dzień? Prześledźmy, co pan robi, że jest pan w tak świetnej formie?  Czyli siłownia, fitness? Jak długo i jak często pan ćwiczy?

Był taki czas, że popadłem w rutynę – siedem dni w tygodniu. Nauczyłem się, żeby każdego dnia trenować inne mięśnie. Jednak jak się nauczysz anatomii swego ciała, przestajesz głupio dźwigać dla jakiegoś tam rekordu. We wszystkim próbujesz znaleźć umiar – w jedzeniu, piciu, więc także i w ćwiczeniach. Mięsień musi wypoczywać 72 godziny, zwłaszcza że rośnie również wtedy, kiedy się wypoczywa. Kiedy nauczysz się takiej rutyny, to ciało samo upomni się o ćwiczenia. Potem pozostaje przekonać do tego mózg.

Skąd takie przekonania?

Osobiście zawsze chciałem wyglądać tak, jak gladiatorzy — uwielbiałem mitologię. A później wszedłem w sprawy kulturystyki i kultury fizycznej ciała… Przy moim trybie życia, kiedy często śpiewało się do czwartej nad ranem, musiałem stworzyć dyscyplinę dla siebie. W Ameryce jest to prostsze, bo niektóre kluby fitness czynne są do północy, a nawet całodobowo. Bardzo przydatna okazała się także umiejętność oddychania podczas ćwiczeń, którą wykorzystywałem podczas śpiewu. Uczyłem się oddychania w różnych systemach, stylach jogi (Pranayama), czyli oddychania jogicznego, które okazało się bardzo pomocne. Nie jest łatwo nauczyć się mądrze i zdrowo żyć, ale przecież robimy to dla siebie! A kto zadba o nas lepiej, jeśli nie my sami?

I tak trzymać! Bardzo dziękujemy za tę niezwykle inspirującą rozmowę!

 

Ze Stanem Borysem rozmawiał portal Woman Magazine

 

Podobne artykuły

Czy joga jest dla dzieci? – wywiad z Emilią Burkiewicz

Czy dzieci mogą praktykować jogę? Czy zajęcia różnią się od tych dla dorosłych? Czy zajęcia z jogi i uważności mają szansę zawitać w przedszkolach i szkołach - o tym rozmawiamy z Emilią Burkiewicz, certyfikowaną nauczycielką jogi dziecięcej.

Czytaj więcej

Moje małe imperium mody (wywiad)

„Nigdy nie zasypiaj w aucie, bo to, co zobaczysz, może cię zainspirować. Trzeba mieć oczy szeroko otwarte, żeby niczego nie przegapić”. O modzie, czerpaniu inspiracji, blogowaniu i tym, jak wszystko się rozpoczęło, rozmawiamy z Marzką, autorką bloga My Little Empire Fashion. Zapraszamy!

Czytaj więcej