WomanMagazine.pl

Bohemian Rhapsody - recenzja

O zespole Queen słyszał najpewniej każdy, kto choć w najmniejszym stopniu interesuje się muzyką. Mimo upływu lat do dzisiaj ich hity szaleją w rozgłośniach radiowych. Nic więc dziwnego, że ktoś w końcu postanowił przybliżyć historię tego zespołu szerszej publiczności i nakręcić film o wspomnianej grupie. „Bohemian Rhapsody” weszło na ekrany polskich kin na początku listopada.

Standard Post with Image

Historię grupy Queen oraz ich charakterystycznego frontmana postanowił wyreżyserować Bryan Singer, znany między innymi z serii o mutantach „X- Men”. Nad produkcją czuwali również członkowie grupy Queen Brian May i Roger Taylor. W "Bohemian Rhapsody" poznajemy historię początkującego wokalisty, który pracuje jako bagażowy na lotnisku, by niebawem poznać zespół, wraz z którym wspinać będzie się po szczeblach sukcesu. Na własne oczy możemy zobaczyć jak z nieśmiałego chłopaka Farrokh Bulsara przeradza się we  Freddiego Mercury'ego, showmana w pełnej krasie, który może pochwalić się niesamowitą relacją z publicznością i pełną pomysłów na nowe kostiumy głową, ale przede wszystkim wspaniałym głosem. Nie zabrakło również kłopotów z rodziną, trudnych związków uczuciowych Freddiego, czy jego dochodzenia do orientacji seksualnej. 

Wcielający się w główną rolę Rami Malek poradził sobie koncertowo, dając nam choć na dwie godziny złudzenie tego, że Freddie nadal żyje. Dobrze w swojej roli odnalazł się również Gwilym Lee, który dużo ma z prawdziwego Briana Maya. Karierze chłopaków przez cały film towarzyszą piosenki z poszczególnych etapów ich kariery, są to w dużej mierze utwory doskonale znane, choć znalazło się miejsce również dla kilku mniej znanych perełek, które świetnie ukazują cały wachlarza muzycznego spektrum zespołu. Obraz kończy się i zaczyna na Wembley podczas charytatywnego koncertu w ramach pomocy głodującej Afryce.  

Queen to z całą pewnością zespół wyjątkowy i mający niebagatelny wpływ nie tylko na oblicze muzyki, ale i popkultury. Choć na początku twierdzili, że grają dla wyrzutków, takich jak oni, z czasem stali się rozpoznawalni na całym globie. Właśnie tę historię stara się przedstawić Singer w swoim obrazie. Nie jest to z całą pewnością biografia, jak chcą niektórzy nazywać ten film. To raczej skrótowe i szybkie przedstawienie historii tego zespołu. Co nie zmienia faktu, że dość udane i wiążące się z dużą dawką radości. Część krytyków oburza się, że znajdziemy tu wiele rzeczy niezgodnych z faktyczną biografią muzyka. Ja należałam do osób, które Queen lubią, ale niewiele wiedzą o jego historii. Dla takich osób film ten okaże się najpewniej sporą dawką wiedzy oraz inspiracji do tego, by zapoznać się lepiej z dyskografią zespołu i nieco o nich poczytać. Nie idźcie na ten film jeśli spodziewacie się biografii 1:1, bo się rozczarujecie. Jeśli jednak liczycie na luźny zarys i piękne wrażenia muzyczne, będziecie zadowoleni.

Podobne artykuły

Zwiastun „Bohemian Rhapsody” już w sieci

W sieci pojawił się oficjalny zwiastun „Bohemian Rhapsody” filmu opowiadającego o Freddiem Mercurym. Produkcja wejdzie na ekrany kin 2 listopada.

Czytaj więcej